Propozycja czytelnicza: „Dziewczynka z parku”

Tematyka żałoby rzadko kiedy jest poruszana w sposób naturalny, pozbawiony obaw przed negatywnym odbiorem, chęci moralizatorstwa czy narzucania konkretnych rozwiązań.

Dorośli, często nieświadomie, niejednokrotnie starają się uniknąć treści, wywołujących trudne emocje i konfrontujących z obawami na temat życia i śmieci, które głęboko skrywają. Obok dorosłych, rozumiejących i przeżywających żałobę na swój sposób, często w osamotnieniu kroczą najmłodsi, niosąc w sobie pytania, które nie znajdują dobrego momentu, żeby wybrzmieć i znaleźć odpowiedź. Chcemy zaprezentować Państwu książkę pt. „Dziewczynka z parku” autorstwa Barbary Kosmowskiej, która znajduje się na liście lektur dla uczniów klas  I-III. Autorka używając prostego języka dotyka istoty bólu, samotności i ponownego odnajdywania sensu po stracie najbliższej osoby. Prowadzi czytelnika przez świat dziewczynki, która po śmierci taty próbuje zrozumieć własne uczucia, być wsparciem dla cierpiącej mamy i odnaleźć siebie wśród rówieśników, którzy nie potrafią towarzyszyć jej w tej drodze. Choć na początku wspomnienia bolą, stają się też źródłem ukojenia, a przyjaźń oparta na bliskości pomaga odnaleźć uśmiech. Poniżej przedstawiamy fragment „Dziewczynki z parku”, której uniwersalność i prostota może być inspirująca dla wielu dorosłych. Zachęcamy do lektury!

 

„Teraz w szkole jest całkiem inaczej niż pół roku temu.

Wtedy czerwiec był ciepły i w parku rozbrzmiewała do późna ptasia muzyka. Drzewa stroiły się na wyścigi w nowe zielone sukienki. Ale Andzia za nic nie wróciłaby do tamtego czasu. Cała klasa myślała już tylko o wakacjach. W szkole było wesoło, a dziewczynki wyjęły z szaf letnie sukienki. Chodziły po korytarzu jak kolorowe kolibry, ale na widok Andzi zawsze poważniały.

– Dlaczego nie płaczesz? – pytały ją kilka dni po pogrzebie.

– Ja bym płakała bez przerwy. – Zosia zamrugała, jednak z jej oczu nie popłynęła ani jedna łza.

– A ja to bym chyba oszalała! – westchnęła Sandra i zrobiła strasznie smutną minę.

Andzia chciała im szczerze wyznać, jak jest źle, kiedy nie można płakać. Kiedy łzy rozlewają się w środku i zostają tam na zawsze.

Albo, gdy szła ulicą…

Wydawało się jej, że wszyscy wiedzą, co spotkało tę dziewczynkę z czerwonymi kokardkami. Ludzie ją mijali i pewnie zastanawiali się, jak można po czymś takim iść zwyczajnie do szkoły. Jakby nic się nie stało. Andzia kopała wtedy wszystkie mijane kamienie. Z całych sił. Tak bardzo pragnęła, żeby uderzyć się mocno i wreszcie wypłakać. Ale nawet to nie pomagało.

Dopiero nocami. Nie pamiętała ich zbyt dobrze, ale mama często włączała światło i Andzia widziała nad sobą jej stroskaną twarz.

– Znowu to samo – mówiła zmartwiona, patrząc na mokrą poduszkę. A potem wsuwała sie pod kołdrę Andzi i lekko kołysała córkę do snu.

– Mamo, dlaczego nie było końca świata, kiedy tatuś umarł? – zapytała niedawno, zamykając komiks, w którym główny bohater ratował Ziemię przed zagładą.

– Był koniec świata, kochanie – odpowiedziała mama. – Ale poza nami nikt tego nie zauważył.”

 

 

/fot.: okładka książki; pk/


Podobne artykuły: