28 maja przypada rocznica śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego.
Kard. Wojtyła dziwił się w Rzymie, że włoscy kardynałowie nie jeżdżą na nartach, choć mają w górach piękne stoki. Rzucił: „W Polsce 40 proc. kardynałów to narciarze”. Na uwagę, że jest tylko dwóch polskich kardynałów, odparł: „Kard. Wyszyński liczy się jako 60 procent”.
Wojtyłę i Wyszyńskiego łączyła więź duchowa, o której łatwo zapomnieć. Jak pokazuje dr Ewa K. Czaczkowska w swojej książce Prymas Wyszyński. Wiara. Nadzieja. Miłość, prymas był, podobnie jak Jan Paweł II bezinteresownym sługą Boga, chrześcijaninem, księdzem o wielkiej władzy, którą sprawował autentycznie jako służbę.
Bez niego nie byłoby „papieża z dalekiego kraju”, ale też być może papieża – świętego. Władza ma się do świętości trochę tak, jak bogactwo w przypowieści o wielbłądzie oraz uchu igielnym.
W duecie ze świętym
W swojej książce autorka pokazuje niecodzienną przyjaźń. Na czym polegała niezwykła, wieloletnia relacja między dwoma kardynałami?
Dzieliło ich 19 lat, całe pokolenie. Wojtyła była artystą, poetą i filozofem. Wyszyński był zafascynowany katolicką nauką społeczną, miał inną wrażliwość i ekspresję. Obaj „w wieku dziewięciu lat stracili matki” i na całe życie, całym sercem przylgnęli do Maryi. Obaj też, jak pisze autorka „lubili spędzać czas wolny w towarzystwie ludzi świeckich, ale i tu wychodziła na jaw różnica osobowości: prymas była dla nich »ojcem«, Wojtyła – »wujkiem«”.
Wzajemnie się wspierali, ochraniali i uzupełniali. Umieli zadbać o dobro wspólne, rezygnując ze swoich ambicji. Musieli współpracować – od 1969 r. metropolita krakowski był wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Grali jednak „do jednej bramki” w duchu odpowiedzialności za przyszłość Kościoła, nie tylko polskiego. Byli wobec siebie lojalni, solidarni i darzyli się zaufaniem.
Ciekawym tego przykładem była sytuacja, gdy Wojtyła usuwał się w cień, aby zagranicą nie wyglądało na to, że reprezentuje polski Kościół w zastępstwie prymasa. Na przykład wtedy, gdy władze zakazały prymasowi wyjazdu do Rzymu na synod biskupów. Przyszły papież świadomie unikał nawet pozorów rywalizacji, a mógł już wtedy stać się w kraju bardzo popularny. Jako papież podkreślał, że to prymas ukierunkował jego pontyfikat. I nie chodzi tu tylko o lobbing na konklawe.
Wszyscy znamy słowa „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, a mało kto wie, że w 1956 r. prymas Wyszyński mówił na Jasnej Górze: „Otwórzcie drzwi rozumu człowieka […]. Otwórzcie drzwi woli człowieka […]. Otwórzcie drzwi serca ludzkiego […]”. W gruncie rzeczy w wielu sprawach myśleli podobnie. Wkład prymasa Wyszyńskiego w nauczanie papieża Jana Pawła II wymaga dalszych badań.
Jak bardzo święty papież cenił błogosławionego (formalnie – wkrótce) prymasa, widać w anegdocie o narciarzach. Kard. Wojtyła dziwił się w Rzymie, że włoscy kardynałowie nie jeżdżą na nartach, choć mają w górach piękne stoki. Rzucił: „W Polsce 40 procent kardynałów to narciarze”. Na uwagę, że jest tylko dwóch polskich kardynałów, odparł: „Kardynał Wyszyński liczy się jako 60 procent”.
Obaj woleli być ostatni, niż pierwsi. Role, jakie pełnili, czyniły ich pierwszymi, co jednak nie zmieniło ich osobowości. Nie czuli się pierwszymi przed Bogiem. Czy to przepis dla wielbłąda na przejście bez szwanku przez ucho igły?
na podstawie rozdziału z książki: Ewa K. Czaczkowska, „Prymas Wyszyński. Wiara. Nadzieja. Miłość”, Wydawnictwo ZNAK 2020.
Źródło: aleteia.org