Mikołaj Bierdiajew “Nowe Średniowiecze” – cz. 2 rozdział 1

Zapraszamy do lektury “Nowego Średniowiecza” autorstwa Mikołaja Bierdiajewa, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli idealistycznej filozofii rosyjskiej, który szuka prawdy chrześcijańskiej jako jedynej absolutnej prawdy, z której wypływa, jako logiczna konieczność – sprawiedliwość chrześcijańska. Autor stawia problemy i rzuca zwarte rozwiązania wskazując czytelnikowi drogi przez bogaty labirynt zagadnień. Wysiłek włożony w poznanie “Nowego Średniowiecza” może stanowić nieocenione korzyści dla własnego rozwoju duchowego. 

 

CZĘŚĆ II
NOWE ŚREDNIOWIECZE

 

ROZDZIAŁ I

 

W historii jak w naturze istnieje rytm, rytmiczne następ­stwo epok i okresów, kolejna zmiana różnych typów kultury, przypływu i odpływu, wzniesień i upadków. Okresowość i ryt­mika są właściwe każdemu życiu. Można mówić o epokach organicznych i epokach krytycznych, epokach dziennych i noc­nych, „sakralnych i sekuralnych”. Dane nam jest żyć w okresie przełomowym. Stary świat, jeśli tak można powiedzieć, czasów nowożytnych – nazywany według dawnego przyzwyczajenia „nowym” – zestarzał się i zgrzybiał… dochodzi swego kresu i rozkłada się. I oto poczynają się narodziny nowego, niezna­nego świata. I dziwne tylko, że ten zmierzch starego, a naro­dziny nowego świata jednym przedstawiają się jako „rewolu­cja”, innym jako „reakcja”. Nastąpiło takie pomieszanie pojęć rewolucjonizmu i reakcjonizmu, iż zatarła się granica w uży­waniu tych terminów. Przyjmijmy, że nasza epoka jest końcem czasów nowożytnych i początkiem nowego Średniowiecza. Nie usiłuję bynajmniej przepowiadać, jakiemi drogami pójdzie historia, chcę tylko problematycznie nakreślić idealne rysy i tendencje, jakie ewentualnie będą cechowały nowy typ spo­łeczeństwa i kultury.

Myśli moje są często zupełnie błędnie rozumiane i wyciąga się z nich najfantastyczniejsze wnioski. Fakt ten tłumaczyć można tylko tem, że sposób mego myślenia jest komentowany w kategoriach nowej historii i że chce go się wtłoczyć w ramy jednego z jej kierunków; podczas gdy istota mej myśli zamy­ka się w tem, że wszystkie kategorie myśli historii nowożytnej, wszystkie jej kierunki są skończone. 1 nadchodzi myśl innego świata, świata nowego Średniowiecza. Zasady duchowe cza­sów nowożytnych zużyły się, duchowe ich siły zostały wy­czerpane. Racjonalistyczny dzień nowej historii zmierzcha, słońce jego zachodzi, nadciąga mrok: zbliżamy się do nocy. Wszelkie kategorie przeżytego słonecznego dnia nie nadają się już do interpretacji wypadków i zjawisk, które niesie nasza wieczorna, historyczna godzina. Wszelkie oznaki wskazują, że wyszliśmy z historycznej ery dziennej i wchodzimy do ery nocnej. Przeczuwają to ludzie obdarzeni intuicją. Czy można oceniać ten fakt jako zło, czy można mówić, że jest posępny albo że jest pesymistyczny? Samo postawienie pytań tego rodzaju jest nieprawidłowe, do głębi antyhistoryczne i zbyt racjonalistyczne. Opadają zasłony kłamstwa, odsłaniając w ca­łej nagości dobro i zło. Noc nic jest mniej piękna niż dzień i nie jest mniej boska, a rozświetlają blask gwiazd i noc za­wiera w sobie takie objawienia, jakich nie zna dzień. Noc bliższa jest prapoczątków stworzenia, bardziej żywiołowa niż dzień. Otchłań (Ungrud Jakuba Boehme’a) rozwiera się tylko w nocy. Podczas gdy dzień, przeciwnie, rozciąga nad nią za­słonę. Tiutczew, wielki poeta żywiołowej nocy, odsłonił nam tajemnice wzajemnego stosunku między dniem i nocą.

Nad bezimienną tą otchłanią Wisi zasłona złotem tkana Przez wolę Bogów narzucona …to dzień świetlisty.
Wtem noc, jak fatum na świat spływa
I dobroczynną rwie zasłonę
Oto już otchłań odsłoniona
Jakieś mgły straszne tam się kłębią
A nas nic od niej nie odgradza Oto, dlaczego noc przestrasza.
A kiedy mrok zapada, gubi się czystość konturów, zacie­rają się wszelkie granice.
Błękitne cienie nikną zmieszane
I bledną barwy i cichną dźwięki
Wszelki ruch, życie giną rozwiane
W chwiejne półmroki, w gasnące szmery.

Tiutczew charakteryzuje tę chwilę jako „godzinę niewysłowionej tęsknoty”. Żyjemy dziś w godzinie mroku, w godzinie tęsknoty, gdy obnażyła się otchłań i opadły wszystkie za­słony. Tiutczew nazywa noc „świętą”, a jednocześnie mówi, że w tej godzinie nocy:

Człowiek bezdomny sierota
Bezradny stoi i nagi
A przed nim otchłań ciemności.
I wszystko, co życiem jaśniało
Snem mu się zdaje minionym.
Noc obca i niepojęta
Sądzona mu losu wyrokiem.

Noc bardziej jest metafizyczna i mitologiczna niż dzień. Zasłona dnia nie jest trwałą ani w naturze, ani w historii: ona zwija się lekko i w niej nie ma głębi. I cały sens naszej epoki, tak bolesny dla zewnętrznego życia jednostek, polega na ob­nażeniu otchłani bytu, na zetknięciu się twarzą w twarz z prapodstawą życia, na ujawnieniu się „nieuchronnego dziedzictwa losu”. I to właśnie sygnalizuje nadejście nocy.

Jak ocean ziemię ogarnia
Tak sny nad życiem się kłębią Noc przyjdzie, a fale szumiące O brzegi jak żywioł uderzą
Ich szum nas obudzi, zawoła Że łódź czarodziejska już czeka… I fala nas szparko poniesie W bezmiar i w mroku żywiołu
Strop niebios, iskrząc gwiazdami Tajemną błyśnie głębiną
I płynąć przed się będziemy Przez pałające otchłanie

Przyzwyczajono się widzieć w Tiutczewie poetę natury i jej nocnego żywiołu. Wiersze, które on poświęcił historii, mają inny charakter, pisane są jeszcze za światła historyczne­go dnia. Jednakże Tiutczew jest głębszy, aniżeli się ogólnie myśli. Jest on zjawiskiem proroczem. Jest zwiastunem nocnej, historycznej epoki, jej wieszczem. Aleksander Blok jest także poetą zapadającej nocy: „Rozpętały się żądze okrutne, w jarz­mie mdłej poświaty księżyca”. Widział on nie Jutrzenkę” – jak to błędnie myślał Andrzej Biełyj, który zresztą mylił się i w od­niesieniu do siebie samego – ale mroki zapadającej nocy. Ani Blok, ani Biełyj nie rozumieli swoich przeczuć i dawali błęd­ną symbolikę nadchodzącej „rewolucji”. Rewolucja nie jest wschodem, jutrzenką ani początkiem nowego dnia, ale zacho­dem, mrokiem, schyłkiem starego dnia. Wchodzimy w okres historycznej wędrówki, o którym można powiedzieć:

I fala nas szparko poniesie
W bezmiar i mroki żywiołu.
I płynąć przed się będziemy Przez pałające otchłanie.

Przypomnijmy sobie, jak sławił Noc Michał Anioł w swo­im dniu i nocy. Dzień może zwodzić, porządek jego może znużyć, energia wyczerpać się, rozerwać się zasłony. I wów­czas człowieka żyjącego na powierzchni ogarnąć może tęsk­nota za połączeniem się z prapodstawami i praźródłami bytu. Sam proces ruchu ku głębi, ku wnętrzu wywołuje zawsze wrażenie gaśnięcia światła dziennego, pogrążania się w mroku. Wielki mistyk św. Jan od Krzyża mówi o „ciemnej nocy”. Dawna symbolika treści historii zatraca się i ludzkość szuka symboliki nowej, która musi wyrażać to, co zachodzi w głębi ducha.

Dzień historyczny, zanim ustępuje miejsca nocy, kończy się zawsze wielkiemi przewrotami i katastrofami, a nie przemija w spokoju. I tak zachodowi historycznego dnia świata antycznego towarzyszyły wielkie przewroty i katastrofy, zda­wało się, że nadchodzi bezpowrotna zagłada. Początkowi no­wej epoki towarzyszy barbaryzacja. Historyczny kosmos stwo­rzony przez cywilizację starożytną stał się terenem inwazji chaotycznych sił. I zawsze powinniśmy pamiętać o tern, że okropne wojny i rewolucje, zniszczenie kultur i upadek państw są nie tylko wywołane złą wolą ludzką, ale również zesła­ne przez Opatrzność. Żyjemy w epoce analogicznej do tej, w której nastąpił upadek świata starożytnego. Jednakże był to zmierzch kultury nieporównanie wyższej, od kultury naszych dni i cywilizacji XIX wieku. Wówczas jeszcze nie rozumiano, że Platon – to najwyższe zjawisko kultury helleńskiej, zwró­cony był ku nadchodzącej epoce nocnej, był wyjściem poza granice helleńskiego dnia dziejowego. Mamy dziś jeszcze historyków, jak na przykład Beloch, którzy widzą w Platonie reakcję przeciw postępowi cywilizacji i oświaty greckiej. Re­akcję, zgoda. Ale reakcję obliczoną na bardzo długie trwanie, na tysiąclecia! Reakcję zwróconą ku przyszłości! Takim reakcjonistą przeznaczone zapewne być Dostojewskiemu. Można więc powiedzieć o Średniowieczu, że jest nocną epoką wszech­światowej historii.

I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o owe „mroki Średnio­wiecza”, termin ukuty przez „luminarzy” czasów nowożytnych, ale o rzecz głębszą, o ujęcie nocy średniowiecza w sensie bar­dziej ontologicznym tego słowa. Nowem Średniowieczem na­zywam rytmiczną zmianę epok, przejście od racjonalizmu czasów nowożytnych do irracjonalizmu, albo raczej do nadracjonalizmu typu średniowiecznego. Niech „luminarze” czasów nowożytnych traktują to jako obskurantyzm, mało mnie to obchodzi; osobiście sądzę, że „luminarze” ci są ludźmi w wy­sokim stopniu zacofanymi, o umysłach kompletnie reakcyj­nych, i należą całkowicie do przeżytej epoki. Mam głębokie przekonanie, iż nie ma już możliwości powrotu do tego spo­sobu myślenia i do tej koncepcji życia, jakie poprzedzały woj­nę światową, rewolucję i przewroty, których areną była nie tylko Rosja, ale także Europa i cały świat. Wszelkie płynące z przyzwyczajenia kategorie myśli i formy życia samych przy­wódców i największych zwolenników postępu, a nawet re­wolucjonistów XIX i XX wieku – przeżyły się beznadziejnie i straciły wszelkie znaczenie dla teraźniejszości, a zwłaszcza dla przyszłości. Wszystkie terminy, wszystkie słowa, wszyst­kie pojęcia powinny być używane w jakimś nowym, że się tak wyrażę, głębszym i bardziej ontologicznym sensie. Wkrótce będzie trudnością, a nawet niemożliwością wrócić ponownie do tych słów, do tych pojęć, którym chciano by przypisać stare określenia postępu lub reakcji. Wkrótce terminy te i pojęcia otrzymają właściwy im ontologiczny sens. Nadchodzą czasy, gdy dla wszystkich stanie się aktualną kwestia wiedzieć, czy postęp stał się rzeczywiście „postępem” i czy nie był on często dostatecznie złowrogą „reakcją”, reakcją przeciw sensowi świata, przeciw prawdziwym podstawom życia. Umówmy się w używaniu słów, żeby uniknąć zupełnie niepotrzebnych i zby­tecznych sporów o ich znaczenie.

 


Zobacz pozostałe rozdziały