Ks. Józef Tischner “Miłość w czasach niepokoju” – część IX

Zapraszamy do lektury niepublikowanych dotąd wykładów ks. Józefa Tischnera, w których obok góralskich anegdot pojawiają się rozważania nad myślą największych filozofów. 

 

Siła przeczucia

 

Charakterystyczne: w analizie sfery pożądań nie pojawia się u św. Jana od Krzyża problem erotyzmu. Dlaczego tak jest? Ponieważ erotyzm od samego początku jest potraktowany jako symbol relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Od samego początku interpretuje się tutaj erotyzm w sensie relacji człowiek—Bóg. Nie jest słuszne twierdzenie, że relacja mistyczna pomiędzy Bogiem a człowiekiem ma charakter erotyczny. Natomiast prawdą jest, że erotyzm jest potraktowany jako symbol tej relacji. Trzeba tutaj odróżnić .rzecz od symbolicznego zjawiska rzeczy. Na przykład w innych tekstach mamy plamę, która funkcjonuje w tekście biblijnym jako symbol winy. Podobnie tutaj: erotyzm funkcjonuje jako symbol relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Musimy sobie to dobrze uświadomić, że w pewnym momencie naszej kultury zmieniło się miejsce erotyzmu. Nagle erotyzm stał się sprawą pożądania, sprawą cielesności, a nie sprawą całości człowieka, duszy i ciała. Wtedy kiedy erotyzm stał się sprawą cielesności, duch automatycznie okazał się przeciwieństwem erotyzmu. Tutaj tak nie jest, tu jest w pewnym sensie po platońsku, zresztą nie tylko po platońsku. Erotyzm przenika całość człowieka i symbolizuje głębszą prawdę o relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Dlatego jest to nie tylko zmiana poglądów na erotyzm. Jest to w gruncie rzeczy zmiana koncepcji człowieka. Myślę, że ten człowiek Jana od Krzyża jest bardziej jednolity niż człowiek współczesny. Bo człowiek współczesny ma dwie tendencje. Jedna to tendencja erotyczna — powiązana z cielesnością, druga tendencja — nieerotyczna — połączona z czystą duchowością. Ta czysta duchowość jest potraktowana, widziana tak, jakby była to duchowość matematyczna. A jak wiadomo, na poziomie matematyki nie ma płci. Liczby, o ile wiem, rozmnażają się w sposób pozapłciowy. Na tej zasadzie zachodzi konflikt pomiędzy jedną a drugą sferą. Tymczasem u św. Jana od Krzyża jedność człowieka zostaje głęboko zachowana. Jeszcze jedno jest ważne: pierwsza część Drogi na górę Karmel, o której mówiliśmy dotąd, była zatytułowana „Noc czynna zmysłów”. Słowo „czynna” jest tutaj ważne. W tej sferze człowiek może się zachowywać aktywnie, tzn. coś zależy od człowieka. Kiedy Oblubieniec wzywa, to człowiek — żeby usłyszeć głos — powinien się wyciszyć. To “ciszenie zależy od człowieka. Może nadstawić ucha, może się odwrócić. Stąd „noc czynna” pokazująca sferę, w której czynność może istnieć.
W „nocy czynnej ducha” człowiek może dokonywać pewnych wysiłków, które umożliwią spotkanie, ale zakończy się to nocą bierną ducha. A właściwie nie tyle się zakończy, ile „noc czynna” będzie przepleciona „nocą bierną”. Będą tu opisywane takie doświadczenia, w których człowiek niczego nie może, a wszystko zależy od drugiego, od Oblubieńca. Człowiek może tylko nie stawiać przeszkód. Cała inicjatywa przychodzi od innego, czyli od Oblubieńca. Jak się to dzieje, że Oblubieniec przemawia do duszy? Dzieje się tak, bo mistycy czytali Pismo Święte, obcowali z Pismem Świętym. Czytając je, odkrywali, że pewne słowa stają się dla nich szczególnie ważne. Przez lata przechodzili pomimo tych słów, a nagle one wydają się niejako dla nich napisane. To była mowa Oblubieńca. Ten tekst był tak czytany, jakby był dla nich napisany, dla mnie napisany. Był w pewnym sensie ich pokarmem. Nie wykluczało to także innych źródeł, na przykład konferencji religijnej, spotkania z drugim człowiekiem, kiedy nagle ten drugi mówi do nas coś takiego, co nas niezwykle zaskakuje, jakby ktoś z nieba przemówił. Ten mówiący nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że chwilowo staje się przekazicielem jakichś głębszych treści.

Dzisiaj jest rzeczą niesłychanie trudną mówić ludziom o wierze, bo oni chcą czerpać wiarę z wiatru, z firmamentu nad głową, z burzy, z piękna krajobrazu. Owszem, to może zachwycać, może podnosić ducha, ale istotą doświadczenia wiary było spotkanie ze słowem, cud słowa. Mistycy nieustannie przeżywali to doświadczenie, że na początku było słowo, kultywowali to słowo. Pamiętajmy, że jesteśmy jeszcze stosunkowo blisko kultury mówionej. Pismo zniszczyło kulturę mówienia. Mówienie stało się bardziej podobne do pisma, czyli mniej lub bardziej nijakie. Czasem w kulturach, gdzie pismo nie odgrywa tak istotnej roli, mowa jest tak konstruowana, że musi siadać w pamięci. Ton, sposób mówienia. Dzisiaj (ciągle powtarzam ten przykład) nie wiemy nawet, jak dobrze wypowiadać przykazania Boże, na przykład: nie zabijaj, nie kradnij. często wypowiada się je tak, jakby to były rozkazy kaprala do plutonu. Tymczasem siła tych przykazań na tym polegała, że były w taki sposób wypowiadane, jak żaden inny tekst.

Oto mamy noc. Nie jest to już noc zmysłów, jest to noc rozumu. Wędrujemy, usiłujemy postawić nogę przed sobą. Jest ciemno, nic nie widzimy, rozum nie jest w stanie nami kierować, ponieważ potrzebuje światła, a w tej sprawie nie ma światła. Jest jedynie światło, które pochodzi z przeszłości, światło wspomnień. Rzecz w tym, że światło wspomnień jest tutaj bezradne, niczego nie oświetla. Bo gdybyśmy się kierowali wspomnieniami, to prawdopodobnie kręcilibyśmy się w kółko. Trzeba zatem iść na ślepo. Jedynym czynnikiem, który nas podtrzymuje, jest głos. Nie rozumiemy do końca tego głosu. Wiemy, że mówi, ale nie wiemy nawet co. Bo wszelkie „co” jest w ciemności. „Pierwszą noc, tj. »noc zmysłów«, można przyrównać do zapadającego mroku nocnego, gdy się w nim gubią wszystkie przedmioty widzialne. Nie jest ona jednak tak oddalona od światła jak północ” (DGK 127—128). Trzecia noc — „przed świtaniem i blisko światła dziennego, nie jest również tak ciemna jak w północ, jest bowiem tuż przed rozjaśnieniem jej i objęciem przez światłość dzienną. Ta część nocy jest przyrównywana do Boga. Choć bowiem jest prawdą, że Bóg właściwie dla duszy jest taką ciemną nocą jak wiara, to jednak po przebyciu trzech części tej Nocy [.. poczynają Bóg oświecać w sposób nadprzyrodzony promieniami swego boskiego światła. To właśnie jest początkiem doskonałego zjednoczenia […]” (DGK 128).

Ale jesteśmy w drugiej nocy, czyli już w nocy, która jest podobna do północy. Ta noc, „»noc wiary«, dotyczy wyższej, rozumowej części człowieka, a tym samym jest bardziej wewnętrzna i bardziej ciemna, gdyż pozbawia duszę światła rozumowego, a może raczej: oślepiają” (DGK 129). Noc, o której mówimy, polega na tym, że jest nadmiar światła, którego dusza nie może znieść, więc zachowuje się tak, jakby światła nie było.

Człowiek to taka istota, że żyje w półmroku. Wszelkie skrajności ją niszczą. Za dużo światła i za mało światła w za- sadzie ten sam skutek, to samo następstwo. Na czym tutaj będzie polegał problem? Zawieszenie rozumu, bezradność rozumu może oznaczać, że idziemy w coś, co jest sprzeczne z rozumem. Innymi słowy, że idziemy w jakąś głupotę. Tu jest głęboka sprawa. To, co nas czeka, jest większe niż rozum, ale nie znaczy to, że jest głupie.

I znowu analogia z miłością. Czasem, jak się człowiek zakocha, to rodzina pyta: „Gdzie ty masz rozum?”. No właśnie. Ale na tym polega cała sprawa miłości, że wchodzi się w coś, co nadaje rozumowi albo odbiera sens rozumowi. Bo prawdę powiedziawszy: po co człowiekowi rozum, jak nie potrafi kochać? Rozumiecie? Jest to doświadczenie, które funduje rozum, ale go nie znosi. To ciemność, na której może dopiero rozum pracować. Ten rozum nie będzie wyrzucony za burtę. […]

Prawdą jest, że miłość jest wyższa niż rozum, nieprawdą jest, że nie powinno być miłości w rozumie, no i trochę rozumu w miłości. Skąd się ten rozum bierze w miłości?

W moim mniemaniu […] istnieje pewien typ uprzywilejowanego doświadczenia dobra i zła. A szczególnie dobra. Dobro to nie jest to, co można widzieć. Kolory można widzieć. Dotknąć można tego, co twarde. Natomiast uprzywilejowanym doświadczeniem dobra jest doświadczenie mowy drugiego. Kiedy drugi mówi, w tym, jak mówi, a niekoniecznie w tym, co mówi, możemy doświadczać dobra. Dobro jawi się nam poprzez mowę. Mowa to pytanie zadane drugiemu człowiekowi, prośba, życzenie, nakaz, zakaz. Wsłuchując się w mowę drugiego, mamy przeczucie jego duszy. Szczególnie wrażliwe na tę sprawę są dzieci. Gdy mówi do dzieci, mniej ważne staje się to, co się mówi, ale ważne jest, jak się mówi.

Mowa, wezwanie Oblubieńca, to z Pieśni nad Pieśniami, jest jednocześnie doświadczeniem dobra. Cały świat jest dwuznaczny. Piękny, ale i potworny, wspaniały, ale i ponury. każda godzina Życia jednej istoty Dwuznaczny. Na tym świecie jest okupiona śmiercią setek tysięcy innych istot. Patrząc na świat, nigdy nie odpowiemy sobie na pytanie: czy to dobre, czy to złe? Jedyne, gdzie możemy przeczuć dobroć, to doświadczenie drugiego. Szczególnie w jego mowie, poprzez jego mowę. Jest ciemno, bo rozum nie pokazuje drogi, nie stawia drogowskazów, ale Oblubienica czuje tam gdzieś jej dobro. 1 stąd ta wędrówka na górę. Rzuca wszystko, wchodzi w ciemność. Jedyne, co ją trzyma, to wiara, która to wiara jest zdefiniowana jako „uzdolnienie duszy pewne i ciemne”. Paradoks, że pewność jest tutaj splątana z ciemnością. Ciemność bierze się stąd, że rozum kończy swoją pracę. Ale to nie znaczy, że nie ma pewności.

Myślę, że stało się coś bardzo niedobrego w interpretacji religijności we współczesnym świecie. Ta interpretacja zagubiła te elementarne doświadczenia. W gruncie rzeczy, jak się weźmie przeciętną katechizację, to niewiele się ona różni od ideologii. Usiłuje się rozumem wpoić człowiekowi wiarę. Człowiekowi może się nawet wydawać, że ma wiarę, ale jest w tej wierze tak ostrożny, tak kalkulująco podchodzi do świata, bez zaufania, bez doświadczenia dobra, że w gruncie rzeczy zamiast religii mamy jedną ideologię więcej. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy w dziedzinę religii wtargnęły sprawy polityki, te doświadczenia zostały jeszcze bardziej zagubione. Zważcie, jak dzisiaj polityka dzieli wierzących. Człowiek patrzy od ołtarza na kościół i mówi: „Przekażcie sobie znak pokoju” Jestem przekonany, że bardzo wielu tzw. katolików by sobie nawzajem znaku pokoju, w wyniku zdarzeń politycznych, nie przekazało. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że pękła świadomość istotnej więzi religijnej. Więzi wiary. Jakby ideologia nas pokonała.

Święty Jan od Krzyża powiada, że rozum jest ślepy w sprawach wiary. Podaje przykład: „Powiedzą komuś, że na jakiejś wyspie żyje pewne zwierzę, którego on nigdy nie widział. Jeżeli mu nie powiedzą, do jakiego zwierzęcia jemu znanego jest tamto podobne, nie więcej będzie wiedział niż przedtem, chociaż mu powiedziano o nim” (DGK 130). Otóż takie zwierzę, jakim jest wiara, jest do niczego niepodobne. Drugi przykład: „Ślepemu od urodzenia, który nigdy nie widział barwy, opowiadają o kolorze białym czy żółtym. Choćby mu najwięcej opowiadano, i tak nie będzie nic wiedział, bo nigdy nie widział barwy ani jej podobieństwa, by mógł coś o tym sądzić. Zapamięta tylko nazwę, bo tę przyjmuje słuchem, lecz o formie i kształcie nie będzie miał pojęcia, bo tego nigdy nie widział. Taką rolę odgrywa wiara wobec duszy, mówiąc nam o rzeczach, których nigdy nie widzieliśmy i nie zrozumieliśmy, ani w samych sobie, ani w podobieństwach, bo ich nie mają. Nie mamy więc w wierze światła poznania naturalnego, bo jej prawdy nie są proporcjonalne do żadnego zmysłu. Przyjmujemy je tylko ze słyszenia, wierząc w to, czego nas wiara naucza. Poddając tej wierze i zaciemniając światło przyrodzone rozumu. Dlatego Św. Paweł słusznie mówi, że Fides ex auditu, tzn. wiara nie jest poznaniem przychodzącym przez jakiś zmysł, lecz jest to przyzwolenie duszy na to, co wnika w nią przez słyszenie” (DGK 130—131). Oczywiście w gruncie rzeczy chodzi o jedną, jedyną prawdę wiary, która w ten sposób ma wnikać w człowieka. Jest wiele dogmatów, ale chodzi o jedną prawdę. Mianowicie, że Oblubieniec kocha. Że Bóg kocha. Wszystko sprowadza się do tej prawdy. Rozum wprowadzony w tę sferę musi powiedzieć „nie”, to jest niemożliwe. Na przykład rozum grecki mówił, że Bóg kocha stworzenia, dopuszczał taką możliwość. Ale tylko o tyle kocha, o ile stworzenie jest podobne do Boga. Innymi słowy: Bóg kocha w człowieku swoje podobieństwo. Kochając siebie, w pewnym sensie akceptuje wszystko to, co do niego podobne. Ale w chrześcijaństwie nie, bo ten człowiek jest grzeszny, jest istotą niszczącą podobieństwo do Boga. Wtedy nie jest rzeczą rozumną darzyć kogoś takiego miłością. Nie jest rozumną rzeczą kochać Kaina, jeżeli już — to co najwyżej Abla. Natomiast cała historia jest w gruncie rzeczy historią potomstwa Kainowego. Rozumiecie Państwo, kiedy jest mowa o ślepocie rozumu, natrafiamy na ten punkt. Bóg, gdyby się kierował rozumem, powinien sprawiedliwie ukarać. Natomiast Oblubieniec niesprawiedliwie przebacza. I to jest dla rozumu niepojęte.

Oblubienica-dusza ciągle ma świadomość, że nie dorasta do głosu. Zakochany w gruncie rzeczy ma ochotę nieustannie przepraszać, bo zawsze jest tak, że w jakimś punkcie nie dorasta. Między zakochanymi jest taka rzeczywistość, która ich samych przerasta. Ale też tylko zakochany zrozumie, że szczęściem jest móc przebaczyć. Rozumiecie? Tu jest ten koniec kalkulującego rozumu. Wchodzi Oblubienica-dusza w ciemność, a „wiara jest uzdolnieniem duszy pewnym i ciemnym”. „Uzdolnieniem pewnym i ciemnym” – to znaczy jest w tym uzdolnieniu intuicja tego, że Bóg jest dobry. Wydaje mi się, że św. Jan Ewangelista w jednym ze swoich listów wy- raził to bardzo ładnie. Przede wszystkim w jego przekonaniu źródłem niepokoju, winy, jest serce. Serce jest tym, co obwinia. Jan pisze tak: „A jeśli obwinia cię serce twoje, wiedz, że Bóg jest większy niż serce twoje i wie wszystko”. Mamy tu tę samą intuicję. „Wiedz” to znaczy wierz, wierz w dobro, w to, że Bóg jest większy niż serce twoje i wie wszystko. Mamy intuicję serca i intuicję dobra.

Nietzsche kiedyś powiedział, że człowiek staje się ateistą, kiedy poczuje się lepszy od swego Boga. To bardzo trafne, bo być ateistą to znaczy czuć się lepszym od Boga. W momencie kiedy człowiek poczuje lepszy niż Bóg, wtedy oczywiście nie jest w stanie wierzyć w Boga, bo wierzy w siebie. Czy człowiek jest lepszy niż Bóg? No i wreszcie to pytanie: czy miłość Oblubienicy do Oblubieńca jest tym doświadczeniem, które od razu mówi Oblubienicy, że nie jest lepsza od Oblubieńca? To są bardzo piękne i głębokie spray. Uśmiechnąć sic, odkrywszy pewne prawdy, zawsze możemy. I możemy sobie przypomnieć zakończenie Potopu, kiedy wreszcie oni spotkali, a ona powiedziała: „Jędruś, ran twoich niegodnam całować”. Ale proszę Panów, bardzo dzisiaj trudno o rany.

 

 


Zobacz pozostałe rozdziały