Wszyscy Ojcowie, którzy to czytacie,
słów następnych być może czyhacie:
wzięliście chętnie na swoje szerokie barki
Wy – Wojciechy, Grzegorze, Jany oraz Marki
zadanie pokazania dziecku, jak wygląda świat:
brutalny, nużący, piękny jak wiosenny kwiat.
Cóż bowiem dzisiaj znaczy być tym ojcem:
zdążyć do szkoły przed lekcji dziecka końcem?
Zarobić na swoją założoną rodzinę?
Wstawać do malucha w nocy co godzinę?
Zapewne dodacie do tego rzeczy wiele,
pozwólcie jednak, że teraz się ośmielę
Pomyśleć przez chwilę, jak to jest być jak Wy,
a zrobię to wraz z Zespołem – ja, oni. My.
Pamiętasz, jak nosiłeś maleństwo swe w beciku?
Później oglądałeś bajkę o Reksiu i Kreciku?
Jak huśtałeś na placu zabaw brzdąca,
jak radość w jego oku szczera i iskrząca?
A może teraz wychowujesz małego łobuziaka,
który w miejsce bolące dostać chce buziaka?
Dajesz kierować auto dziecku na kolanie
puszczać mu samemu latawiec na polanie.
Pomagasz mu jeździć z bocznymi kołami
na rowerze po asfalcie i między dołami.
W końcu wystarcza kij za błotnikiem tylnym
aż się konfrontujesz ze swoim zdaniem mylnym:
„Ale on chyba nie umie jeździć jeszcze sam…”
choć zanim się obejrzysz, on dojechał już tam.
Pewnie dzięki Tobie dobrze pływa kraulem,
nie zaniża statystyk spalonym lub też faulem.
I wiele innych umiejętności zawdzięcza Ci i wiedzy,
o technice, relacjach czy roli zwykłej miedzy.
A robisz to wszystko z miłości do niego.
Wiesz, że w wychowaniu prymat jest dobrego.
Kochasz swoje dziecko bardziej niż samego siebie,
nieważne, czy jest z Tobą, czy już z Bogiem w Niebie.
Aleksander Nawrot
Psycholog Fundacji
Krakowskie Hospicjum dla Dzieci im. ks. Józefa Tischnera