Chochoł sarmackiej melancholii – cz. I

Zapraszamy do lektury eseju ks. Józefa Tischnera pt. “Chochoł sarmackiej melancholii”, otwierającego jego pierwszą książkę „Świat ludzkiej nadziei”. Esej powstał w 1970 r., prawdopodobnie pod wpływem „Wesela” Wyspiańskiego wystawionego w krakowskim Teatrze im. J. Słowackiego. Fragmenty, które utworzą całość tekstu poniżej.
Czytajmy Tischnera! 

Cz. I

Chochoł z „Wesela” Wyspiańskiego — oto, jak mi się wydaje, niemal doskonały symbol „sarmackiej melancholii”… Jest to w pełnym tego słowa znaczeniu symbol. Tworzywem chochoła jest słoma — suchy badyl pozbawiony ziarna. Kształtem i ruchem przypomina człowieka. W dramacie Wyspiańskiego pojawia się jako znak i zapowiedź ogarniającej weselnych gości apatii. Jego ruchom towarzyszy tęskna, rzewna melodia i słowa: „Miałeś chamie złoty róg…” Przed tymi, którzy oczekiwali nadejścia Wernyhory, zamyka się wielka przyszłość. Zmęczeni weselem ludzie popadają w sen, a gdy się obudzą, wszystko wróci do codziennej prozy. Jest chwila zatrzymanego czasu. Barwny korowód postaci wypełnia scenę, przez okno widać jakieś przestrzenie pól. Ale czas stanął i przestrzeń, zarówno ta w izbie, jak ta poza nią, nie jest niczym do pokonania i do kroczenia naprzód, lecz jest przestrzenią zamykającą, osaczającą człowieka. Melodia jest pełna nieokreślonego żalu. „Miałeś chamie czapkę z piór…” Czas stoi… Wszystkie wymienione akcesoria, a więc kukła ze słomy, przestrzeń osaczająca, czas zatrzymany i w powietrzu wiszący smak żalu po zaprzepaszczeniu Okazji — oto źródła, z których poeta wydobył swoisty, symbolizowany przez chochoła nastrój, któremu nadajemy nazwę: sarmacka melancholia.
Spróbujmy uchwycić bliżej istotę owego zjawiska1. Przyjrzyjmy się w tym celu najpierw generalnej sytuacji, w której nastrój ów ma swe wkorzenienie. Punkty zahaczenia opisu podsunie nam sam dramat, postarajmy się jednak o dokonanie pewnego uogólnienia, by na tej drodze uchwycić nie konkretną, lecz generalną strukturę interesującej nas sytuacji.

 

Zobacz pozostałe części eseju
 


1 Opis istoty zjawiska nie przesądza jednak o jego istnieniu. Nie o istnienie nam jednak tutaj chodzi, lecz o istotę, generalną postać, fantom, co choć nierealny — zawsze przecież jest gotowy przyjść na ludzkie wołanie.